wtorek, 12 listopada 2013

Współczesny ikonoklazm? Czyli spór o tęczę.

Artykuł który długo czekał na swoją publikację...


"Warszawa, marzec 2013.

Współczesny ikonoklazm? Czyli spór o tęczę.

Tekst bardzo subiektywny. Osoby wrażliwe i bez poczucia humoru uprasza się o nie czytanie.


Plac Zbawiciela, miejsce w Warszawie, gdzie trafiłam całkiem niedawno, bo jakieś dwa lata temu. Po pewnym okresie będąc już całkiem na nim „zadomowiona” z radością przyglądałam się rosnącej tu tęczy. Ekspozycja - pierwotnie czasowa - wydawała się być kolejną po palmie na rondzie de Gaulle'a wesołą ozdobą miasta.

 Kolorowy łuk nie miał lekko, kilka razy zdawał się podzielać losy średniowiecznych „czarownic” i niczym one płonął ku uciesze współczesnych inkwizytorów, doszukujących się w niej symbolu wszelkiego zła, zepsucia, Sodomy i Gomory.

Nie bardzo rozumiejąc ziejącą od pewnych grupek niechęć głęboko zaczęłam się zastanawiać o co chodzi, bo chyba nie o pieniądze? Jak nic - w bardzo długim  i nieskończenie niepełnym procesie mojej edukacji widać zaistniała jakaś katastrofalna dziura nie pozwalającą mi zrozumieć fenomenu zjawiska.

Tęcza.. tęcza… zjawisko rozszczepienia promieni świata wewnątrz kropli wody… Nie, podstawowe zasady fizyki chyba nie mogą stać się powodem takiej niechęci… Myśląc dalej do głowy przyszedł mi Ołtarz Sądu Ostatecznego Hansa Memlinga…(no tak, jestem świeżo po sesji) brrr, brzmi strasznie, ale przypatrzmy się uważniej. Otóż w górnej części środkowej kwatery widać przedstawienie Zbawiciela zasiadającego na tęczy! (osz kurcze!) Ale co tam jeden średniowieczny malarz? Że członek gildii Świętego Łukasza? Że pierwotnie obraz został przeznaczony do florenckiego kościoła Biblia Fiesolana? Żaden autorytet dla oburzonych takim symbolem, gdyż oto geje i lesbijki drwią z wartości moralnych i swój symbol ustawiają pod samymi progiem kościoła.

 Myślmy dalej:

Pierwsza połowa pierwszego wieku naszej ery. De Civitate Dei autorstwa świętego Augustyna. Na jednej z ilustracji 22traktatowej księgi odnajdujemy przestawienie, gdzie na poziomie empireum Bóg zasiada na swym tronie z tęczy.

Niewiele później w drugiej połowie pierwszego wieku, w Pierwszej Biblii Karola Łysego, iluminowanej przez mnichów z Saint Martin w Tours, podziwiać możemy - między innymi - przedstawienia Majestas Domini, gdzie mnadrola w kształcie ósemki przybiera barwy tęczy.

Przykłady można by mnożyć, choć ich mnożenie mogłoby zapewne ucieszyć jedynie studentów profesor Zalewskiej…



(Może fonemat tkwi w trójwymiarowości tęczy na placu Zbawiciela? Jakiś rodzaj nienawiści do 3D? (luźna myśl autorki)).

 Zapomnijmy teraz o ikonografii i pomyślmy o czymś starszym:

Biblia, święte pismo Chrześcijan. Stary testament.
Księga Rodzaju (9, 12)
„Po czym Bóg dodał: «A to jest znak przymierza, które ja zawieram z wami i każdą istotą żywą, jaka jest z wami, na wieczne czasy: Łuk mój kładę na obłoki, aby był znakiem przymierza między Mną a ziemią. A gdy rozciągnę obłoki nad ziemią i gdy ukaże się ten łuk na obłokach, wtedy wspomnę na moje przymierze, które zawarłem z wami i z wszelką istotą żywą, z każdym człowiekiem; i nie będzie już nigdy wód potopu na zniszczenie żadnego jestestwa.”


Wnioski: przed podjęciem radykalnych działań i sięgnięciem po zapałki dobrze jest sobie dać chwilę na ostudzenie emocji. Tęcza, mylona z symbolem „wszelkiego zepsucia”, to wielkie nieporozumienie. Wychodząc po mszy z kościoła Najświętszego Zbawiciela należy:

„Patrz na tęczę i wychwalaj Tego, kto ją uczynił,
nadzwyczaj piękna jest w swoim blasku:
otacza niebo kręgiem wspaniałym,
a napięły ją ręce Najwyższego.”
Mądrości Syracha (43, 12)